śmieszny pan z dymiącym długopisem
Dziesięć lat temu idąc przez miasto z irokezem na głowie musiałem liczyć się z dużym prawdopodobieństwem, że cielesna owej głowy nienaruszalność może zostać, hmm, naruszona. Ludzie się śmiali, quasi-ludzie wyszydzali, wiadomo "idzie wariat ulicą". Dziś młodzież nosi irokezy, może nie tak wykwintne jak ja dziesięć lat temu, ale jednak nosi i co? I nikt się nie śmieje, nikt nie wyszydza, nikt cielesnej nienaruszalność pokrytej irokezem głowy nawet nie myśli, hmm, naruszać.
Choć sam nie pamiętam do końca czemu ten przydługawy wstęp miał posłużyć, to wszyscy muszą się ze mną zgodzić: świat się zmienia. Są ludzie, którzy zmiany lubią, są też tacy, co zmian nie lubią. Żeby nie nurzać się dłużej w tych komunałach, zadam pytanie: wiecie do czego dążę? Być może "logo" w górnej części strony wam podpowie... chodzi o... e-papierosy, oczywiście, bingo, uścisk ręki prezesa dla tego pana!
Zainspirował mnie jeden z komentarzy przy starszym wpisie, którego autor podzielił się refleksją, że jego e-papieros wzbudza w otoczeniu sensację niczym rower w XIX wieku. Powaliła mnie celność tej uwagi. Jeszcze kilka lat temu mój dziadek opowiadał mi o swoim ojcu (dla mnie pradziadku - podpowiedź dla genealofabetów), który jechał po swojej wsi pierwszym w owej wsi rowerem. I opowiadał mi o babach (*), które krzyczały wniebogłosy, że oto szatan jedzie na szatańskim wynalazku; kto to bowiem widział żeby dwa koła a nie cztery i żeby jakiś pałąk zamiast konia? Śmiał się mój dziadek z tych bab, śmiałem się z nich ja i przekazuję wam tę informację, żebyście również się pośmiać mogli. Sto lat przetrwał śmiech i radosna pamięć po zacofanych babach.
Tak samo śmiali się z pierwszego człowieka, który zdecydował się, że jednak może by tak zejść z drzewa. I zszedł z tego drzewa, po to byśmy teraz wszyscy na tych drzewach spać nie musieli. Otwórzcie głowy - to nie boli.
(*) Dziadek mówił baby, więc przejmuję jego terminologię. Chodzi rzecz jasna o kobiety.
Tekst sprzed prawie roku, który dziwnym trafem nie został wtedy opublikowany. Być może trochę przez ten czas stracił na aktualności. Być może. I trochę.

