Po powrocie z wakacji wpadłem w sidła roboty, która wcale miła i przyjemna nie jest. Możecie wierzyć lub nie, lecz po wizycie w Urzędzie Skarbowym, ZUSie, UDT i jeszcze raz w US, chce się palić jak nigdy. I mi się palić chciało po tych wszystkich wizytach (losie uchowaj przed rewizytami ze strony powyższych), a jednak się nie ugiąłem i paczki analogów nie kupiłem.