o magii zapomnienia
Stała się rzecz niebywała - zapomniałem wziąć e-papierosa do pracy. Sam nie wiem jak to się stało. Nie wychodziłem w zbytnim pośpiechu, w nocy się wyspałem, a pomimo tego zapomniałem. I co? I nic.
Najbardziej zdziwiło mnie to "nic". W momencie, w którym zorientowałem się, że nie mam e-papierosa przy sobie, nie poczułem żadnego zdenerwowania. Wzruszyłem ramionami i zająłem się swoimi sprawami.
Przy analogach taka sytuacja byłaby niemożliwa. Po pierwsze zapomnieć o nich było nierealne (jak sądzę, bardziej prawdopodobne byłoby to, żebym zapomniał założyć spodni przed wyjściem, niż abym nie wziął paczki ze sobą), po drugie, gdy tylko zorientowałbym się, że nie mam papierosów, pobiegłbym sprintem do sklepu.
I gdyby obserwował tę sytuację jakiś staruszek, który przypadkowo znalazł się w tym niewłaściwym czasie i jeszcze gorszym miejscu, to krzyknąłby ten staruszek swym donośnym głosem: run forrest, run!

