o poszukiwaniach straconego czasu
Czytujecie Prousta? Mam nadzieję, że co niektórzy z Was poczytują (niekoniecznie Prousta, niech już sobie poczytują cokolwiek poza epapieros.org ;), bo ja na ten przykład sobie poczytuję. Ale nawet i Ci, co sobie nie poczytują, to niech sobie poczytują dalszą część tego wpisu jako konieczność do poczytania.
Po przezabawnym wstępie, który jednoznacznie wskazuje na to, że dzisiejszy wpis nie będzie merytoryczny, lecz bardziej o literaturze, czas przejść do meritum. Otóż Proust, jak mam nadzieję wszystkim wiadomo, napisał swe wiekopomne dzieło "W poszukiwaniu straconego czasu", które dzieli się na tomów siedem. Owe siedem tomów udało mi się wygrzebać gdzieś kiedyś w antykwariacie za jedyną stówę wszystkie łącznie komplet. Stówa drogo? Drogo? Stan, proszę was, nienaganny, twarde oprawy, siedem tomów, czytania a czytania. Generalnie istotne jest to, że owe siedem tomów kupiłem i zawiozłem do domu moich rodziców, gdzie trzymam książki rozliczne z powodu braków własnych lokalowych.
Teraz garść potrzebnych faktów:
1) oprawa siedmiu tomów była w kolorze białym,
2) w środku domu rodziców zasadniczo nie paliłem, chyba że było bardzo zimno i wychodzić mi się nie chciało, ale te nieliczne przypadki można (wbrew logice, ale w zgodzie z przysłowiem) uznać za potwierdzające regułę,
3) kupując w/w siedem tomów, pierwszy z nich już wcześniej przeczytałem (nie ten sam rzecz jasna tom pierwszy w sensie fizycznym przeczytałem, lecz w sensie bardziej ideowym - mówiąc wprost od kogoś ten pierwszy tom pożyczyłem, przeczytałem, się zachwyciłem i dlatego kupiłem owe tomów siedem, aby się zachwycać dalej),
4) siedem tomów Prousta czyta się po kolei,
5) mieszkałem wówczas w różnych studenckich melinach, w których paliłem niczym lokomotywa ja oraz palili jak lokomotywy moi współlokatorzy płci każdej z możliwych.
Po ustaleniu niezbędnych faktów, historia pociągnie się już dalej prosto. Mając na uwadze punkt 4) wziąłem drugi tom do swojego mieszkania studenckiego, o którym mogę powiedzieć tyle, że patrz punkt 5). Po przeczytaniu owego tomu (nie powiem, że w tempie ekspresowym, rok co najmniej minąć musiał) odwiozłem ten tom do domu rodziców, gdzie istotny jest punkt 2). Przeczytaj punkt 1) i weź pod uwagę, że nie ma on już kompletnego zastosowania, bowiem oprawa tomu drugiego stała się kompletnie żółta.
Nie żartuję - od palonych wagonami szlugów zżółkła mi okładka tomu drugiego i spoglądało na mnie sześć białych okładek pozostałych tomów z wyrzutem. A ja sobie nic z tego nie robiłem i wziąłem tom trzeci do kolejnej meliny, w której mieszkałem i znów przywiozłem go żółtym. Z czwartym to samo.
Dziś znów naszła mnie ochota na Prousta i przewiozłem do mojego mieszkanka z j. tom piąty. Wyciągając go z półki patrzyłem na trzy wcześniejsze tomy, które żółć zżera i wyczułem koniec pewnej epoki. Gdybym lubił patetyczne pointy, to napisałbym, że wreszcie odnalazłem swój stracony czas. O dwa tomy wcześniej niż Proust.
- Zaloguj się lub utwórz konto, by odpowiadać


Odpowiedzi
Jeśli Ci to pomaga, to dobrze.
Nie warto szukać straconego czasu. Dużo lepiej patrzeć w przód, tam, gdzie nasz czas się dopiero kształtuje.
Ja znam dwie metody bezstresowego, spokojnego, pozbawionego konieczności "walki" z samym sobą, rzucania palenia.
1. EFT - Sam to zastosowałem i od pierwszej chwili pozbawiłem się strachu przed niepaleniem, głodu nikotynowego i wszystkiego, co z rytuałem zapalania papierosa i jego palenia, się wiąże.
2. http://ronyc1.w.interii.pl/LatwySposobNaRzuceniePalenia.pdf - Fantastczna książka Allena Carra, w której udowadnia Ci, ze palenie można rzucić tak samo łatwo, jak wyłączyć światło, gdy opuszczasz pomieszczenie. Bez bólu, bez dramatów. PO PROSTU.
Roman
ością w gardle...
Na mnie po pół roku przestała działać :P
Łatwy sposób
1. Nie znam, nie wiem co to za skrót, 2.działa. pzdr M