zakaz palenia i analogowe papierosy
Minął już ponad tydzień od rozszerzenia zakazu palenia w miejscach publicznych i wstyd się przyznać, ale nie miałem w ciągu tego tygodnia czasu, aby wybrać się do jakiejkolwiek knajpy. Nie mogę sobie jednak pozwolić na to, by brak doznań empirycznych w tym zakresie, uniemożliwił mi snucie teoretycznych wywodów o konsekwencjach jakie wyżej wspomniany zakaz ze sobą niesie.
Generalnie noszę sobie głęboki sprzeciw dla wszelkich zakazów, nakazów, przykazów i innych takich, wprowadzanych przez władze w celu czynienia ludzi lepszymi, niż w rzeczywistości są. Jeżeli ktoś na przykład twierdzi, że "muszę" zapinać pasy jak jadę samochodem, to jest dla mnie skończonym idiotą. Jeżeli ktoś twierdzi, że "nie mogę" kupić piwa w sklepie, bo w okolicy przejeżdża na przykład papież, to nóż mi się w kieszeni otwiera. Jeszcze kilka lat temu, gdyby ktoś mi powiedział, że nie mogę zapalić papierosa w barze, to obawiam się, że ruszyłbym na barykady.
Nie chciałbym wyjść na gorliwego neofitę, ale przez te kilka lat się trochę zmieniło i ani myślę sprzeciwiać się zakazowi palenia. Co więcej, uważam że to świetny pomysł, którego konsekwencje będą korzystne zarówno dla palących, jak i niepalących.
Perspektywa niepalącego
Z perspektywy przeciwnika tytoniu wprowadzenie zakazu w lokalach jest niepodważalnie korzystne - któż bowiem chciałby śmierdzieć jak popielniczka po powrocie z symbolicznego piwka (albo ośmiu) ze znajomymi? Owe niepodważalne korzyści są niepodważalne w tak wysokim stopniu, że nie mam sił ani ochoty, by o nich pisać.
Perspektywa palącego
Z perspektywy miłośnika tytoniu, wprowadzenie zakazu w lokalach również niesie ze sobą korzyści, być może nie zauważalne w pierwszym momencie, ale jednak. Nie chcę mi się tu pisać banałów o tym, że palący będą mniej palić, że nie będą się tak truć, bla bla bla, może będą, może nie będą. Ich rzecz. Pisząc o korzyściach mam bardziej na myśli kwestię ożywienia pierwotnego rytuału, który leży u podstaw palenia tytoniu dla dużej części nałogowych palaczy.
Przypomnijcie sobie może drodzy palacze analogów (byli lub obecni), jakie były wasze pierwsze kroki z fajami. Zaczęło się pewnie w szkole któregoś tam stopnia, gdy zbieraliście się grupkami w toalecie, na boisku, za garażami, czy gdziekolwiek wasza pomysłowość was doprowadziła i tam oddawaliście się rytuałowi palenia szluga. Początkowo nie chodziło najprawdopodobniej o samego papierosa, ale o towarzystwo w jakim go palicie. Zwykle nie daję sobie ręki uciąć (bo mógłbym już tej ręki nie mieć), ale podejrzewam, że bardzo duża część dzisiejszych palących wtopiła się w nałóg właśnie ze względu na to, że chciała należeć do wspomnianego wyżej towarzystwa. Bo najfajniejsi ludzie w szkole palili i wy też chcieliście być tacy fajni, bla bla bla. Jakkolwiek tego typu motywacja wydaje się być z dzisiejszej perspektywy debilna, mam nieodparte wrażenie, że są to dosyć typowe początki palenia.
Osobiście, jeżeli potrafię sobie przypomnieć najlepsze chwile z papierosem w ręku, to większość z nich skupiona była na odtwarzaniu wspomnianego wyżej pierwotnego rytuału. Papieros wypalany przed uczelnią, w przerwie zajęć, przed egzaminem, po egzaminie, przed pracą, w przerwie pracy, po pracy - to te momenty które wspominam najlepiej. W tym czasie poznawałem ludzi, prowadziłem rozmowy o życiu i takich tam, flirtowałem. Czasem też samotnie oddawałem się refleksji - zawsze była to jednak przerwa od codziennego zgiełku i innych niepotrzebnych w życiu pierdół.
Wprowadzenie zakazu w knajpach traktowałbym jako ożywienie tej starej dobrej idei, niemalże powrót do korzeni. Zamiast bezsensownie dymić przy stoliku czy barze, odpalając jednego papierosa od drugiego i narażając się na potworny kac dnia następnego, można teraz na spokojnie wyjść przed lokal i tam poznawać ludzi, prowadzić rozmowy, flirtować, oddawać się refleksji...
Ups, w tym miejscu muszę chyba drastycznie przerwać wpis, bo od ukazywania tego ogromu zalet, jeszcze wrócę do analogowego palenia. Przesłanie jest jednak proste: ten zakaz to całkiem dobra rzecz.

